subscribe

ANGIELSKI... JEST PROSTY

Łopatologicznie.

Językowy poradnik egzaminacyjny

Przygotowałem dla Was kompleksowy poradnik egzaminacyjny - czyli wszystko, co musicie wiedzieć aby zdać egzamin językowy... poza samym językiem. Zastosowanie tego poradnika oznacza podniesienie sobie wyniku o 10-20% na egzaminie, co bardzo często jest różnicą pomiędzy zdaniem, a nie zdaniem.

Aby zdać maturę wystarczy wiedzieć 30%. Z tym poradnikiem tylko 10%. Jest o co zawalczyć.

Disclaimer: Opisane tu techniki nie znaczą, że nie trzeba się uczyć. Dalej najlepszym sposobem na zdanie jest bycie dobrym w danej dziedzinie. Po prostu nie ma powodu tracić głupio punktów.

Disclaimer 2: Zdaję sobie sprawę, że mamy "kryzys medyczny" z powodu którego część egzaminów może odbywać się zdalnie. Nie znaczy to w żadnym wypadku, że rady zawarte w tym poradniku przestaną być przydatne. Na końcu każdej części wspomnę, co może się zmienić w wersji zdalnej.

Materiał podzieliłem na 8 części. Klikając na spis treści możecie przeskoczyć do wybranej części.

1. Słowo wstępu
2. Rady ogólne, do każdego testu
3. Struktura egzaminów i co z niej wynika
4. Część słuchankowa
5. Część czytankowa
6. Część pisankowa
7. Część ustna
8. Podsumowanie

To jest naprawdę dokładny poradnik, weźcie sobie coś ciepłego do picia i usiądźcie wygodnie :)

Część pierwsza: Słowo wstępu

Wspomniałem już, że w tym artykule znajdziecie wszystko, co nie dotyczy języka. Samego języka możecie się pouczyć w zakładce "Filmy" powyżej. Znajdziecie tam zbiór wszystkich materiałów tłumaczących zagadnienia języka angielskiego w serii zatytułowanej "Prościej się nie da". Więcej namawiać już chyba nie muszę?

Nazywam się Grzegorz Berkowski i jestem lektorem języka angielskiego z prawie 4-letnim już doświadczeniem. Pracuję głównie z młodzieżą licealną i dorosłymi. Całe życie byłem testowany i wyrobiłem sobie metodę na zdawanie egzaminów. Jeśli chodzi o angielski, to było to raczej "jak dostać maxa", jeśli chodzi o francuski to raczej "jak dostać 61%". Przygotowuję ludzi do egzaminów na studiach, certyfikatów międzynarodowych i matur, a także po prostu uczę angielskiego.

Zapraszam do lektury.

Część druga: Porady ogólne

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrozumieć, to to, że egzamin tylko w części sprawdza znajomość języka. Wynika to po prostu z jego formy, mamy jakieś konkretne pytania i są sprawdzane według klucza. Wniosek z tego jest taki, że możemy zdać egzamin nie mając tyle wiedzy językowej, ile sobie egzaminator założył, że będziemy mieli.

W tym poradniku nie będzie żadnych nielegalnych metod i oszustw, jedynie wykorzystanie w pełni możliwości, jakie daje nam egzamin. Jako, że uczę angielskiego, w tym poradniku znajdziecie przykłady po angielsku, ale spokojnie można wykorzystać go też do zdawania egzaminów w każdym innym języku.

Mogę tutaj przywołać historię mojej matury ustnej z angielskiego, gdzie uznałem, że wszystko umiem i nie muszę się nią zupełnie zajmować. Po czym okazało się, że przyszedłem z marszu i dostałem 17 punktów na czymś, co cała reszta mojej klasy pozdawała na 19-20. Stało się tak, bo nie dowiedziałem się czego się ode mnie oczekuje. Na tej samej zasadzie, osoba która jedynie przygotuje się do egzaminu i pozna wymagania komisji dostanie te 3 punkty więcej, to jest 15%. To jest połowa punktów, które są potrzebne, by zdać.

Druga rzecz, która nam się bardzo przyda na każdym teście pisemnym, nie tylko na poważnych egzaminach, to właściwa kolejność odpowiadania na pytania. Czas jest bardzo często powodem, dla którego tracimy mnóstwo punktów. Aby upewnić się, że wykorzystujemy czas najlepiej jak to tylko możliwe, musimy spojrzeć na pytania w inny sposób, niż sugeruje nam to arkusz. Otóż, arkusz dzieli pytania na zadania tematyczne, a my podzielimy je sobie na trzy kategorie: Łatwe, Średnie i Trudne.

Strategia jest następująca: Przechodzimy przez cały test kilkukrotnie, za każdym razem odpowiadając na coraz trudniejsze pytania. Pierwsze przejście przez test służy odpowiedzeniu na pytania oczywiste i zaznaczeniu pytań średnich i trudnych. Drugie przejście to odpowiedzenie na pytania średnie, takie 10 sekund myślenia nad odpowiedzią, trzecie i każde kolejne to ślęczenie nad pytaniami trudnymi.

Dlaczego to działa. Musimy porównać sobie dwie wartości: szansę na zdobycie punktu i czas poświęcony na zdobycie punktu. W pytaniach łatwych mamy gwarantowany punkt i poświęcamy na nie najmniej czasu. W pytaniach trudnych, mamy niewielką szansę, że odpowiemy poprawnie, a za to poświęcamy dużo czasu na myślenie. Opłaca się nam w pierwszej kolejności zainwestować nasz czas w pytania, które na pewno dadzą nam punkty zamiast marnować go na odpowiadanie na pytania, które jedyne co zrobią, to wprawią nas w zadumę nad naszą niewiedzą.
Ostatnie przejście testu powinno mieć miejsce około 3-5 minut przed końcem czasu i należy je wykorzystać do wpisania losowych odpowiedzi w miejsca, gdzie jeszcze nic nie ma. Lepiej jest wpisać cokolwiek, niż zostawić miejsce puste.

Tutaj przechodzimy do jednej z najważniejszych porad testowych. NIE ZOSTAWIAMY PUSTYCH PÓL. Jedyny wyjątek, to taki, jeśli w zasadach egzaminu mamy napisane, że odejmują nam punkty za błędne odpowiedzi, ale to się rzadko zdarza. Na maturze np. na pewno tak nie ma.
Najważniejsze to zrozumieć, że oceniają nas też ludzie, zwłaszcza pytania otwarte. Oni CHCĄ nam zaliczyć ten test. Jeśli tylko damy im szansę, napiszemy cokolwiek, nawet coś zabawnego, oni się uśmiechną i będą bardziej przychylnie patrzeć na nasze odpowiedzi. Jeśli zostawimy pole puste, pozbawiamy egzaminatora możliwości podarowania nam punktu. Sprawa jest jeszcze prostsza w pytaniach zamkniętych, gdzie mamy astronomicznie wręcz ogromne szanse na zdobycie punktu.

Dla przykładu: Pytanie ABCD. Zostawiamy puste: dostajemy 0 punktów. Zaznaczamy losowo: dostajemy jedną czwartą punktu. Zróbmy tak 10 razy na teście i mamy średnio 2-3 punkty więcej. A jeśli mamy jakąkolwiek wiedzę i jesteśmy w stanie odrzucić jedną lub dwie błędne odpowiedzi, to już jesteśmy w niebie. Dostajemy nawet połowę punktów za brak wiedzy. Wystarczy tylko odważnie zalosować.

Przejdźmy zatem do następnej rady ogólnej. Czytajmy polecenia i wypełniajmy je co do przecinka. Nieczytanie poleceń to jest plaga. Najczęściej wygląda to tak: Patrzysz na zadanie, widzisz jakieś luki czy teskt, zaczynasz rozwiązywać tak jak się wydaje i przechodzisz dalej.

Polecenia tam są po to, żeby nam pomóc. Znajdziemy tam informacje np. ile słów możemy wpisać w lukę, jakich czasów użyć, jakie zagadnienia musimy opisać, ile jest poprawnych odpowiedzi itd. To jest bezcenne i KONIECZNIE trzeba się w to dokładnie wczytać.

Wreszcie dochodzimy do ostanich, najmniej technicznych porad egzaminacyjnych. Naszego nastawienia i przygotowania do egzaminu.

Właściwe nastawienie to nastawienie wyluzowane. Ja wiem, że to łatwo mówić, ale to najlepiej działa. Nie stresujmy się wynikiem, nie myślmy o konsekwencjach niezdania. Skoncentrujmy się na zadaniach i odpowiedziach. Prawda jest taka, że na egzaminie nie potrzebujemy wcale 100% punktów. Potrzebujemy 1% więcej niż granica zdania. Jeśli coś nam nie idzie - trudno, idziemy dalej. Staramy się wyciągnąć te 31, 61% i jeśli się uda to już jest sukces. Będą pytania, na które nie będziemy znać odpowiedzi. To normalne. Organizatorzy egzaminu zakładają, że osoba zdająca będzie miała około 80% poprawnych odpowiedzi. Jeśli ktoś ma 90-100%, to znaczy, że jest mocno powyżej poziomu testu. Dla zdecydowanej większości studentów test będzie postrzegany jako trudny z założenia. Na dodatek zawsze macie możliwość poprawy, jest jakiś drugi termin, albo po prostu zapłacić te kilkaset złotych za drugie podejście do certyfikatu. Ludzie zdają na prawo jazdy po 15 razy i mogą. Jeśli się nie uda od razu, to naprawdę nie jest koniec świata. Oczywiście im więcej punktów, tym lepiej, ale nie dajmy się zwariować. Podejście na luzie da nam więcej niż super-spina.

Pamiętajmy także o przygotowaniu naszego ciała i mózgu, zapoznajmy się z testami z poprzednich lat - my będziemy mieć identyczne pytania, tylko z innymi zdaniami. Każdy typ ćwiczenia ma swoją metodę, trzeba je kilkakrotnie rozwiązać przed testem, żeby nie wyważać otwartych drzwi.

W dniu testu wyśpijmy się, zjedzmy porządne śniadanie, pijmy wodę od rana. To wszystko sprawi, że nasz mózg będzie działał sprawniej. Tuż przed testem wypijmy sobie kawę. Cel jest taki, żeby mieć lepsze samopoczucie i koncentrację na początku egzaminu. Upewnijcie się, że wiecie jak dana postać kofeiny na Was działa zanim spróbujecie czegoś po raz pierwszy tuż przed egzaminem. Na ostatnią chwilę do toalety, i wchodzimy z podniesioną głową na salę.

Egzamin zdalny będzie się różnił tak naprawdę tylko naszymi warunkami w domu, które mogą być lepsze lub gorsze niż na sali egzaminacyjnej, oraz naszym sprzętem, który może utrudniać mało, albo bardzo. Warto na pewno zadbać o spokój i ciszę w miejscu, gdzie będziemy pisali egzamin, wyprowadzić psa na spacer, wyprowadzić dzieci do babci. Zróbcie też sobie dużo miejsca na biurku, i postawcie obok wszystkie potrzebne rzeczy, bo jeśli egzamin będzie nagrywany (a będzie), to nie będziecie mogli odejść nawet na chwilę sprzed kamery, ani nawet schylić się pod biurko. Upewnijcie się także, że sprzęt działa, połączenie internetowe jest stabilne, że nie macie żadnego skanowania antywirusowego ustawionego na tą godzinę, żadnych aktualizacji windowsowych, które zamykają komputer i tak dalej. Przetestujcie wszystko odpowiednio wcześniej.

W kontekście egzaminów zdalnych trzeba też wspomnieć o rzeczach mniej istotnych, takich jak uprzątnięcie tego, co widzi kamera. Zwłaszcza na egzamin ustny, gdzie egzaminatorzy patrzą na nas cały czas. Wstawać i tak nie można, więc spodnie od garnituru nie są konieczne, ale przynajmniej koszulę z krawatem warto pokazać. Nie miejmy też w polu widzenia kamery rzeczy, które mogą być wykorzystane do posądzenia nas o ściąganie. Stawiamy na minimalizm i przezroczystość. A, no i weźcie na czas egzaminu najwygodniejsze krzesło w domu. Może nawet fotel, będziecie tam siedzieć przecież bez przerwy kilka godzin.

Część trzecia: Struktura egzaminu

Typowy egzamin językowy ma cztery części. Słuchanie, czytanie, pisanie i mówienie. Zazwyczaj występują one w tej kolejności, ale nie zawsze. Zwykle są oddzielone przerwami na siusiu, ale to też zależy od organizatorów. W niektórych przypadkach może być jeszcze część "use of language", zazwyczaj połączona z czytaniem, a czasami egzaminatorzy mogą zrezygnować z mówienia. Zwłaszcza na prywatnych uczelniach spotkałem się z takimi praktykami.

Często jest tak, że trzeba zdać każdą część z osobna, czyli uzyskać tam te 30 albo 60% w każdym z segmentów. Może się zdarzyć, że tak nie będzie, to także trzeba sprawdzić przed egzaminem, i to dużo przed, bo to bardzo wpływa na naszą strategię nauki. Już tłumaczę jak.

Jeśli mamy każdą część oddzielnie, musimy skupić się na tym, co nam idzie najsłabiej. Na przykład, jeśli najtrudniejsza jest słuchanka, przez miesiąc przed egzaminem słuchamy sobie w kółko rzeczy po angielsku.
Jeśli części się sumują, działamy odwrotnie: możemy olać jedną z części na korzyść pozostałych. Na przykład założyć sobie, że dostajemy losowo 20% punktów ze słuchanki, ale 90% z pozostałych części. Tutaj raz jeszcze podkreślam - dowiedzcie się jak jest w Waszym przypadku.

Ostatni taki komentarz, może zbędny dla większości z Was, jest na temat ściągania. Na poważnych egzaminach nie da się ściągać, a już tym bardziej na językowych. Zazwyczaj wygląda to tak, że siedzicie na sali gimnastycznej, 2 metry od pozostałych uczniów, pomiędzy ławkami przechadzają się egzaminatorzy. To nie jest realistyczny plan na zdanie egzaminu. Jeśli zostaniecie złapani, oblewacie bez możliwości poprawy. Zrobicie jak chcecie, nie mówię Wam tutaj, że ściąganie jest złe, bo ma swoje miejsce w przypadkach beznadziejnych. Chociaż wtedy chyba należy się zastanowić, czy nie będziemy mieli łatwiej poszukać kariery w mniej wymagających umysłowo polach. Rzemiosła są dobrze płatne, potrzebne i nie są żadną ujmą na honorze. Ściąganie nie jest optymalną strategią na zdanie.

Może się wydawać, że gdy egzamin będzie się odbywał zdalnie, ściąganie będzie banalnie proste i nie ma sensu się uczyć. Gwarantuję, że egzaminatorzy spróbują to utrudnić na wszelkie możliwe sposoby, począwszy od wymogu kamer i nagrywania całego egzaminu. Ponadto, pierwszą rzeczą jaką bym zrobił (i jaką robię gdy sam organizuję zdalny test), to dodaję więcej zadań, tak, by trzeba było prawdziwie znać odpowiedź, a szukanie jej kosztowało zbyt wiele czasu, by być opłacalne. Na dodatek, istnieje uzasadnione podejrzenie, że egzaminy zdalne, czy to matura, czy certyfikaty, będą uznawane w mniejszym stopniu niż stacjonarne. Wtedy będzie trzeba mieć wyższy wynik, aby się na przykład dostać na studia, gdyż średnia wyników z danego roku będzie wyższa. Albo będzie trzeba zdać dodatkowy egzamin wstępny, już na miejscu.

Część czwarta: Słuchanie

Słuchanie jest z wielu powodów najtrudniejszą częścią egzaminu. Mamy bardzo ograniczony czas, tylko dwie próby na zrozumienie i wypełnienie zadań. Bardzo często nagranie jest tragicznej jakości, siedzimy na sali gimnastycznej i słuchamy magnetofonu rozkręconego na maksa. Echo gorsze niż w kościele. Wszyscy obok nas siedzą ze zgonem wymalowanym na twarzy, wytrzeszczonymi oczami i od czasu do czasu szlochają cicho w dłonie. Dodajmy do trudności, że z jakiegoś powodu wszyscy nagle muszą szeleścić kartkami, upadają im długopisy, a siedzenia wymagają powiercenia się. Ach, no i "Speaker" ma regionalny akcent i stoi na ruchliwej ulicy albo w dokach, gdzie mamy hałasy tła, włącznie z krzykiem mew (autentyczny przykład).

Ale jednak mamy promyk nadziei. Tym promykiem są pytania. Bardzo często będą to pytania ABCD, gdzie mamy średnio 25-33%, czasami nawet trafią się prawda/fałsz, gdzie mamy 50% bez słuchania. Najniższe procenty mamy przy pytaniach otwartych, ale one rzadko pojawią się na testach niższych poziomów. To, co warto wiedzieć o pytaniach otwartych, to to, że o ile nie stwierdzą inaczej, chcą od nas parafrazy tego co usłyszeliśmy, a nie cytatu. Musimy odpowiedzieć własnymi słowami.

Zadania na słuchanie mają konkretny sposób na ich rozwiązywanie. Jak tylko pozwolą nam otworzyć arkusz, od razu czytamy pytania do słuchanki. Staramy się wymyślić, o czym to może być i starać się dojść do jak największej ilości wniosków na podstawie pytań. Zazwyczaj słuchanki są bardzo mało odkrywcze i niezaskakujace, wszystko na jedno kopyto, utarte schematy i niekontrowersyjne opinie. Gdy już mamy jakiś pomysł, o czym to będzie i dalej mamy trochę czasu przed rozpoczęciem słuchania, zapiszmy obok odpowiedzi słowa, które mogłyby je potwierdzić.

Przede wszystkim musimy wiedzieć, że pytania są zawsze ułożone w takiej kolejności, jak występują w słuchance. Dzięki temu możemy śledzić słuchankę i określić z większą dokładnością w którym miejscu jest odpowiedź na nasze pytanie. Czasami ostatnie pytanie będzie ogólne, na temat ogólnych wrażeń, wydźwięku słuchanki.

Niezależnie od tego jak trudna jest słuchanka NIE WOLNO NAM SIĘ WYŁĄCZYĆ. To jest 20 minut na samym początku testu, jesteśmy jeszcze wypoczęci, kofeina właśnie wjeżdża. Jak będziemy mieli 100% skupienia tutaj, to potem już z górki.

Teraz, jeśli rozumiemy prawie wszystko, to świetnie, za pierwszym słuchaniem wypełniamy wszystkie odpowiedzi, za drugim tylko sprawdzamy.

Gorzej, jeśli rozumiemy tak około połowy. Wtedy jesteśmy bardzo narażeni na pułapki słuchankowe, czyli nieoczywiste konstrukcje zdań, zmieniające ich sens. Zwrócmy uwagę na przeczenia, na słówka typu "hardly" czy "seldom", które zawierają w sobie przeczenia ale tego nie widać napierwszy rzut oka. Słuchajmy uważnie do czego odnoszą się słowa kluczowe, bardzo często wszystkie odpowiedzi będą wspomniane na nagraniu, ale tylko jedna będzie poprawna.

Troszkę inaczej jest w przypadku, gdy nie rozumiemy prawie nic. Wtedy pułapki nas nie interesują, bo i tak ich nie wysłyszymy. Opieramy się na mądrym losowaniu, na podstawie pojedynczych słów, które usłyszeliśmy gdzieś, gdzie akurat może być odpowiedź na dane pytanie. Pierwsze i drugie słuchanie zużywamy na korektę naszych strzałów, zgodnie z intuicją. Zwracamy uwagę na takie rzeczy jak ton głosu, ogólny wydźwięk nagrania. To pomoże nam wymyślić sobie o co w nim chodzi i dopasować do tego wyobrażenia odpowiedzi.

Na koniec tej części słowo pocieszenia. Dla każdego jest nadzieja na rozumienie mowy. Podam własny przykład. Od zawsze nienawidziłem słuchanek. Nie rozumiałem tego, co mówią, przeszkadzały mi wszystkie te wspomniane wcześciej szuranie kartkami, echo, przesterowania. Teraz natomiast nie mam już ŻADNEGO problemu z takimi zadaniami. Nauczyłem się struktur zdań, które są po angielsku bardzo sztywne, i nawet jeśli faktycznie usłyszę co drugie słowo, i tak będę wiedział dokładnie co zostało powiedziane. Już od początku studiów nie przypominam sobie, żebym dostał mniej niż 5- na słuchankach. Włącznie z tą z mewami.

Zmiany w egzaminie zdalnym względem stacjonarnego tutaj akurat działają na naszą korzyść. Dostaniemy nagranie i będziemy mogli odtworzyć je na słuchawkach! To eliminuje nawiększe przeszkody tej części egzaminu. Nie ma echa, nie ma trzeszczenia magnetofonu, nie ma innych studentów. Świetnie!

Część piąta: Czytanie

Czytanie jest częścią dość na luzie. Spływa z nas napięcie po słuchance, zagłębiamy się spokojnie w tekst i możemy go czytać nawet 5 razy jeśli mamy czas. Czasu jest raczej sporo, egzaminatorzy zakładają, że czytamy powoli.

Typy pytań, z którymi możemy się spotkać to: ABCD, prawda/fałsz, luki w tekście, przypisanie nagłówków, wstawienie fragmentów tekstu, rzadziej pytania otwarte. Dobrze jest sprawdzić na testach z poprzednich lat jakie były pytania, najpewniej będziecie mieli takie same.

Tutaj również kolejność pytań odpowiada ich kolejności występowania w tekście, oprócz ostatniego pytania, które często jest ogólne. Jakie by te pytania nie były, zasady rozwiązywania zadań czytankowych są takie same:

Każda odpowiedź musi mieć odpowiadający jej fragment tekstu. Dobrze jest go sobie podkreślić. Przestrzegam przed korzystaniem z własnej wiedzy, możecie mieć rację, ale waszej racji może nie być w tekście. Tutaj nie myślimy samodzielnie, jedynie analizujemy tekst.

Czasem nie rozumiemy słów tak po prostu, ale to nie znaczy, że musimy się poddawać. Starajmy się zgadnąć z kontekstu, co dane słowo może znaczyć. Może jest jakiś przymiotnik obok niego, który znamy? Może jest synonim, albo jest wytłumaczone? Wszystko to może nam uratować cenne punkty. Jeśli kompletnie nie mamy pojęcia, wymyślamy sobie co to może być.

Tutaj również zwracamy uwagę na pułapki, czyli wspomniane już wcześniej parafrazy, dziwne konstrukcje zdań i ukryte przeczenia. Nie dajemy się ponieść "wydaje mi się", czy własnym wnioskom z tekstu. Piszemy tylko to, co jest w tekście.

Kończąc tę część, jest bardzo prawdopodobne, że będziemy musieli tutaj losować. To nic złego, maksymalizujemy nasze szanse na trafienie i nie zostawiamy żadnej luki pustej. Dla przykładu, tekst jest o ogrodnictwie i pojawia się tam słowo "garden gnome". Mamy kilka opcji, może to być rabatka, wąż, krasnal, lub płot. Obok słowa stoi "colorful". Zatem, rabatka może być kolorowa, krasnal też, ale już wąż czy płot nie za bardzo. Zostajemy z wyborem 50/50, który przekłada się na nasz wynik.

Czytanie na odległość nie zmienia się w ogóle w porównaniu do czytania stacjonarnego.

Część szósta: Pisanie

Pisanie jest najprostszą i najbardziej punktowaną częścią egzaminu. Nikt nas nie sprawdza merytorycznie, mamy dużo czasu i wybieramy łatwiejszy dla siebie temat. Dostajemy dużo punktów za rzeczy zupełnie nie związane z językiem, takie jak wyczerpanie tematu, struktura tekstu, logiczność itd.

Tutaj przygotowanie składa się w dużej mierze z przeczytania "kryteriów oceniania wypowiedzi pisemnej" na stronie naszego organu egzaminującego. W tych kryteriach znajdziemy typowo następujące punkty do zgarnięcia:

1. W temacie będzie podanych kilka punktów, do których musimy się odnieść i rozwinąć. Jeśli odniesiemy się do wszystkich, dostajemy wszystkie punkty za tę część. Wystarczy napisać 2-3 zdania na temat każdego z nich, czasem nawet jedno.

2. Spójność i logika wypowiedzi: tutaj zdobywamy punkty przez napisanie sobie w brudnopisie krótkiego konspektu wypowiedzi i przeniesienie go na papier. Stracimy punkty, jeśli nasza wypowiedź będzie chaotyczna, będziemy skakali po tematach lub pisali totalnie bez sensu.

3. Zakres środków językowych: To takie bogactwo wypowiedzi. Staramy się, żeby nie pisać wszystkich zdań na jedno kopyto, tylko używajmy różnych struktur, zdania długie, zdania którkie na zmianę. Na dodatek to jest to miejsce, gdzie przydają się tabelki synonimów typowych przymiotników. Zamiast "interesting" napisz "fascinating", zamiast "good" napisz "outstanding" i darmowe punkty lecą.

4. Poprawność środków językowych: Tutaj możemy punkty tylko tracić. Przyznają nam na początku maksa i przez nasze błędy obniżamy sobie wynik. Warto wiedzieć, że błędy ortograficzne, gramatyczne, językowe liczą się tylko raz. Mam na myśli, że jeśli popełnimy ten sam błąd w dwóch miejscach w tekście, to liczy się on jako jeden błąd. Z tego powodu, musimy popełniać te same błędy w całym tekście. Jeśli napiszemy jakieś słowo na dwa różne sposoby, mamy pewność, że dostaniemy błąd. Jeśli napiszemy w dwóch miejscach w jeden sposób, być może będzie błąd, a może nie, jeśli trafiliśmy.

Dostajemy także punkty za poprawną strukturę tekstu, po angielsku te struktury są bardzo sztywne. Musimy się nauczyć, że list zaczyna się w dany sposób i kończy w inny, że są teksty formalne i nieformalne, ile argumentów użyć w rozprawkach itd. To nam nie tylko ułatwia napisanie tekstu, ale też dostajemy bezpośrednio za to punkty. Jak się nazywa tekst, który musimy napisać i jakiego szablonu użyć, dowiemy się z polecenia.

Z porad, które przydadzą się w każdym pisaniu egzaminacyjnym: Bądźmy dowcipni, tam gdzie to możliwe. Egzaminator też człowiek, i jeśli uda nam się go rozbawić, wybić z nudy i monotonii czytania 100 prac na ten sam temat pod rząd, jesteśmy w domu. Doda nam tyle punktów, ile tylko będzie mógł.

Nikt nie sprawdza, czy nasz tekst jest prawdziwy. To jest chyba najbardziej odkrywcza rzecz w tej części, to jest szalenie przydatne. Jeśli opowiadamy historię, w której kupiliśmy złotą rybkę, ale zapomnieliśmy jak jest po angielsku, wywalamy złotą rybkę za okno i kupujemy psa. Jeśli mamy za zadanie podać przykłady, BUM, właśnie mamy nowego wujka, który przeżył dokładnie to, o czym piszemy.

Przydaje się to także w pisaniu recenzji filmów i książek. Lepiej jest wybrać dzieło, o którym nikt nie słyszał, lub które nawet nie istnieje, niż hit kinowy. Jeśli pomylimy się w opisie fabuły, np. użyjemy nie takiego czasu, to egzaminator będzie wiedział, że to błąd, bo widział ten film i wie, że było inaczej. Jeśli pierwszy raz o nim słyszy, to będzie musiał nam uwierzyć na słowo, że było tak, jak piszemy.

Koniecznie musimy też pilnować limitu słów. Zarówno, żeby do niego dobić, i żeby go nie przekroczyć. Dostajemy za to punkty. Limity są podawane przy poleceniu na dwa sposoby. Albo mamy przedział (100-120 słów), albo jedną liczbę (120 słów). W pierwszym przypadku musimy zmieścić się dokładnie między dwoma liczbami, a w drugim mamy piętnastoprocentowy margines błędu. Czyli jeśli widzimy limit 120 słów, to znaczy to, że nasz tekst musi mieć między 102, a 138 słów. Słowa liczą się między spacjami. "Don't" to jedno słowo, ale "do not" to już dwa. Najlepszą metodą na to, by nie musieć po napisaniu tekstu sztucznie dodawać lub wycinać fragmentów, jest liczenie ich podczas pisania. Można zobaczyć ile słów ma typowa linijka Waszego pisma odręcznego po angielsku i liczyć same linijki, lub można liczyć od razu słowa i zapisywać je w tekście.

Musimy bardzo uważać, aby pisać na temat. Jeśli tekst zostanie uznany przez egzaminatora jako "nie na temat", dostajemy 0 punktów i najczęściej oblewamy egzamin. Do limitu słów także nie wlicza się temat, powtórzenia tematu (bardzo często ludzie zadają pytanie z tematu we wstepie), a także wszystkie części tekstu nie na temat. Dostaniemy także 0 punktów za cały tekst, jeśli będzie on niezrozumiały.

Na koniec tej części rada dla osób dorosłych, którzy nie czują się pewnie tworząc zdania. Lepiej jest poświęcić punkt za bogactwo językowe i pisać proste zdania, z prostymi słowami. Dorośli często myślą zdaniami złożonymi. Ale, więc, jednakże, pomimo, i tak dalej. Jeśli umiecie tak pisać, to bardzo dobrze, ale jeśli nie, odbierzecie sobie punkty za poprawność i spójność. Jeśli macie problem z konstruowaniem prostych zdań, co wbrew pozorom wcale nie jest takie rzadkie, wyobraźcie sobie, że piszecie jak do dziecka. Tylko proste słowa, bez zaawansowanych środków stylistycznych. Dobrze jest zakładać, że egzaminator ma zerową wiedzę i trzeba mu wszystko tłumaczyć jak dziecku, właśnie.

Pisanie na odległość także nie zmienia się w stosunku do stacjonarnego. Jedyne, co możliwe, że będzie można to korzystać ze słownika, ale to wszystko zależy od warunków na konkretnym egzaminie. Nie należy używać słownika jeśli nam tego zabronią, bo to widać na nagraniu. W ogóle należy przestrzegać wymagań ogranizatora, o ile zdanie jest w Waszym zasięgu. Sprawdzenie czegoś w słowniku dodaje Wam powiedzmy, pół punktu za bogactwo językowe, a ryzykujecie wszystkie pozostałe 40 punktów jakie zdobyliście na teście.

Część siódma: Ustna

Egzamin ustny, to druga najprostsza część całego przedsięwzięcia. Bardzo dużo zyskujemy tutaj odpowiednim nastawieniem i podejściem do niej. Wymagania co do nas są także wyraźnie niższe niż w pozostałych częściach. Jest to także część najbardziej subiektywna, a na dodatek nie pozostaje po niej żaden ślad poza oceną, zatem egzaminator może nam przyznać punkty za ładne oczy, co oczywiście spróbujemy wykorzystać.

Działają tutaj wszystkie tricki społeczne, trzeba się schludnie prezentować, uśmiechać, mieć otwartą mowę ciała, być ładnym człowiekiem, wysokim i pewnym siebie. Nie wszystkie z tych rzeczy możemy zmienić, ale trzeba się postarać, żeby egzaminator po prostu nas polubił. To nie jest trudne, bo on tam siedzi już cztery godziny i słucha dukających uczniów, każdy z nich spięty, zestresowany. Jak on ma się dobrze czuć w takich warunkach? Wchodzimy na salę z zamiarem porozmawiania sobie w interesujący sposób.

Po wejściu na salę, widzimy biurko z dwoma egzaminatorami. Jeden z nich będzie z nami rozmawiał, a drugi tylko notował. Nie przejmujemy się tym co on tam sobie skrobie. To są zarówno nasze błędy jak i zalety naszej wypowiedzi. Gdy użyjemy fajnego słowa, on zapisze: "bogactwo językowe". Gdy użyjemy dobrego argumentu, zapisze "dobra logika". Witamy się grzecznie z obydwoma, najlepiej po angielsku, uśmiechamy się i siadamy. Egzamin ustny składa się zazwyczaj z trzech części:

1. Pytania na rozgrzewkę. To jest nasza pierwsza szansa, żeby zabłysnąć. Egzaminator zada nam pytanie o coś zupełnie nieistotnego, a nasza odpowiedź nie będzie oceniana. To może być "jak się czujesz", albo "co jadłeś na śniadanie". Postarajmy się tutaj pokazać, ze jesteśmy wyluzowani i interesujący. Zamiast odpowiedzieć jednym słowem: "jajecznicę", powiedzmy, że mama nam zrobiła pulpety z ryżem wczoraj, ale przesoliła ryż, i nie dało się tego zjeść, więc musieliśmy jeść na sucho samo mięso. Od razu inny odbiór. A to właśnie chcemy uzyskać, rozgadać się, rozgrzać język, a także przekonać egzaminatora, że my świetnie umiemy angielski, a jeśli nam nie pójdzie w następnej części, to pewnie mieliśmy pecha do tematów, i to w sumie nie nasza wina.

2. Potem będziemy musieli wylosować pytanie. Zazwyczaj wygląda to tak, że mamy rozłożone na stole karteczki, i na każdej z nich są dwa pytania. Ciągniemy zawsze najmniejszą karteczkę. Czasem widać, tekst, który prześwituje przez papier, bierzemy tę, która ma go najmniej. Duża karteczka to dużo liter, dużo liter to trudne słowa, tego nie chcemy. Po wybraniu zestawu tematów, mamy około minuty na przygotowanie się.

Ten czas zużywamy na 3 rzeczy. Wybieramy prostszy temat, zazwyczaj ten, o którym wiemy więcej, już rozmawialiśmy o nim kiedyś. Zastanawiamy się co powiemy i ustalamy sobie w głowie punktowy plan wypowiedzi. Wybieramy słowa kluczowe, którymi będziemy się posługiwać.

Jeśli np. mamy temat o rodzinie, a nie znamy słowa "family", szukamy sposobu jak to powiedzieć inaczej. Może "parents and children", może znamy "relatives"? Zapamiętujemy te słowa i zgłaszamy się, że jesteśmy gotowi.

Musimy mówić przez około minutę bez przerwy. Lepiej jest powiedzieć dużo więcej, niż za mało. Mówmy w miarę na temat i starajmy się, żeby egzaminator nie musiał nas dopytywać. Jeśli tak się zdarzy, mamy problem, bo po pierwsze, mówiliśmy za krótko, a po drugie straciliśmy kontrolę nad tym, co mówimy. Egzaminator zazwyczaj chce dobrze, ale może się okazać, ze nie zrozumiemy pytania, i jesteśmy w kropce. Dobrze jest też używać wyrażeń na zastanowienie: "let me think", "It's a complicated issue", "I'm not sure about this, but...". Te frazy wyciągają nam czas wypowiedzi i dają nam się zastanowić. Jeśli się pomyliliśmy, powiedzmy "let me try again" i spróbujmy inaczej. Nie spinajmy się, jeśli dobrze zrobiliśmy konspekt i przygotowaliśmy słowa, powinno pójść gładko.

3. Następna część może wyglądać dwojako. Jeśli weszliśmy sami, to będziemy musieli porozmawiać luźno z egzaminatorem, tutaj już nie musimy trzymać się kurczowo tematu. Jeśli mamy jakiś znany nam dobrze temat, to mówimy, że nam się skojarzył i przechodzimy na niego. Głównym celem tej części jest pokazanie, że umiemy sobie porozmawiać na luzie.

Jeśli weszliśmy z kimś, to będziemy rozmawiali z tą osobą. Tutaj trick jest taki, żeby mówić to co wiemy jak powiedzieć, a czego nie wiemy przerzucać na kolegę obok. Jeśli go o tym zawczasu uprzedzicie, może nawet Was nie znienawidzi :D Zasada jest taka, że jeśli będziecie sobie nawzajem pomagali, każdy powie to, co umie, i obaj zdacie lepiej. Podpowiadajcie koledze słówka jeśli ich zapomni, poproście go o to samo przed wejściem na salę.

Na koniec jeszcze dodam, że warto się nauczyć jak opisywać obrazki, bo mogą czasem zastąpić pytania tekstowe. Jeśli wszystko zrobiliśmy dobrze, egzaminator nas kocha za przełamanie monotonii, kolega za pomoc w słówkach, a my sami siebie za piękną piąteczkę na świadectwie.

Część ustna zdalnie może być lepsza lub gorsza, zależy co jest dla nas większym problemem. Lepiej mogą mieć Ci, którzy stresują się przed egzaminem. Siedzą sobie w domku i piją ulubioną herbatę w spodniach od dresu. Co może być lepszego, aby się wyluzować? Gorzej może być dla tych, którzy mają problemy natury technicznej. Kiepskie słuchawki i mikrofon, niestabilne połączenie internetowe potrafią bardzo utrudnić normalną rozmowę i zestresować wszystkich uczestników. Upewnijcie się, że macie dostęp do sprawnego komputera i stabilnego internetu, być może pojedźcie na czas części ustnej do kolegi czy koleżanki, która je ma. Dalej obowiązują wszystkie zasady opisane powyżej, może za wyjątkiem odpowiadania w parach, co raczej nie będzie miało miejsca online.

Część ósma: podsumowanie

Najważniejsze, co musimy zapamiętać. Zdanie egzaminu nie oznacza znajomości języka na danym poziomie i odwrotnie, nie trzeba znać języka na danym poziomie by zdać egzamin. Egzamin jest skonstruowany w konkretny sposób i musimy tę konstrukcję wykorzystać na naszą korzyść. Dzięki podejściu do testu we właściwy sposób osiągamy lepsze wyniki.

Jeśli spodobał się Wam ten poradnik, podzielcie się nim ze swoimi znajomymi. 10% na egzaminie może całkowicie odmienić życie Waszego kolegi. Zamiast dostać się na "wymarzone studia", pójdzie do pracy, bo dostał jeden punkt mniej niż musiał, by przeskoczyć ostatnią osobę, która się dostała. Załamie się, straci poczucie własnej wartości i popadnie w alkoholizm. A to wszystko z powodu jednego głupiego punktu na bzdurnym egzaminie. Dzieląc się tą wiedzą, którą ja podzieliłem się teraz z Wami, możecie uratować życie i kariery ludzi.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę powodzenia na egzaminach i testach.

Wróć na początek